Wróciłam do pracy. Zrobiliśmy przeprowadzkę. Drugie mieszkanie czeka na remont. Nie mam na nic czasu :/
Blog o niczym. Serio. O niczym szczególnym. Takie sobie zapiski, skrzętne, o różnych moich przemyśleniach. Nic specjalnego. Serio.
wtorek, 11 września 2018
czwartek, 16 sierpnia 2018
Miałam kiedyś ja ci bloga
poniedziałek, 4 czerwca 2018
O potomce
Mały ciastek, zmienił moje życie o pierdylion stopni, 540 nawet, odwróciła go do góry nogami, wywróciła na drugą stronę i jeszcze dwa razy wokół własnej osi. Dam sobie wyciąć obie nerki, żeby była bezpieczna i zdrowa.
Czasami jest mi ciężko, nie jestem proludzka, a ona wymaga poświęceń. Daję z siebie wszystko, ale są dni, że gdy ona ryczy (nie jest ich wiele, ale najczęściej wtedy nadrabia) to ryczy, jakbym jej krzywdę robiła samym spojrzeniem. I siedzę z nią czasami na rękach, czasami obok, zależy czego ode mnie oczekuje i mam czarne myśli, że po co mi to było. I ryczy tak trzy godziny, aż padnie zmęczona. A gdy już się obudzi, zaczyna bełkotać i wyciągać rączki, śmiać się i mi specjalnie uciekać, to ja zaczynam ryczeć, bo jestem głupia, że miałam czarne myśli, a to takie kochane stworzonko.
Pieprzony instynkt macierzyński.
Czym żyje "konkurencja"?
Lajfstajlowe: w znakomitym mieszkaniu znakomici ludzie wiodą znakomite życie otoczeni znakomitymi gadżetami. Lekko, łatwo i przyjemnie.
czwartek, 5 kwietnia 2018
czwartek, 1 marca 2018
Koty to zło
A sześć kotów to już kompletna apokalipsa. Sześć czarnych kotów to apokalipsa i ragnarok w jednym (czyli de facto to apokalipsa^2). A sześć kotów i raczkujące dziecko to powód, żeby skoczyć z okna. Z parteru... Bez balkonu...
Moja rodzina (zn głownie siostra, której koty tylko się u niej żywią) uważa, że posiadanie tak licznego stada jak nasze to well... Głupota to małe słowo. I przy każdej możliwej okazji próbuje mi o tym przypomnieć. Zapomina, że jesteśmy dorośli i że jest to nasza świadoma decyzja. I że nasze dziecko znakomicie radzi sobie z naszymi kotami, a one na wszystko godzą się posłusznie. A siedmiomiesięczne dziecko raczej jeszcze nie ogarnia konceptu wyczucia w zabawie z kotkiem. Jej (siostry) problemem są kocie chrupki, kłaki i okazyjny żyg, których przy żadnym zwierzęciu żyjącym stale w domu nie da się unikąć. I to odwieczne pytanie, które pojawiło się w eterze gdy byłam w ciąży:
Kiedy zamierzacie się pozbyć kotów?!
No cóż, peszek taki, że odpowiedź zawsze bedzie: nigdy.
A jeśli Łucja będzie uczulona?
Jak będzie, to wtedy będziemy się zastanawiać.
A ja slyszalem/am historie o kocie, który dziecku wydrapał oczy/przegryzł tętnicę/usiadł na głowie i je udusił/itp/itd.
Mity a tym bardziej pogłoski, jak sama nazwa wskazuje, niewiele maja wspólnego z prawdą.
Choroby! Koty roznoszą tyle chorób!
Od kiedy pamiętam mam koty. Wszystkie kanapowe. Nie przeszłam ani jednej odkociej choroby. Nie wiem, co trzeba zrobić, żeby jakąkolwiek od kota w ogóle złapać.
Toksoplazmoza!
Prędzej zlapiesz tokso wcinając tatarka czy krojąc tym samym nożem surowe mięso i warzywa niż od kota. Badania dowodzą, że żeby złapać ja od kota żyjącego w domu trzebaby... Zjeść kocią kupę 😖 i to pod warunkiem, że kot jest nosicielem.
A jak zacznie raczkować?
No trudno, będziemy mieć więcej pracy, żeby upewnić się, że jest czysto. Ale to nasz czy wasz problem?
Koty są wredne/ złośliwe/ paskudne/ śmierdzą/...
Najpopularniejsze z ust osoby która koty tak samo ma (np siostra, która ma koty pół dzikie) jak i osób, które z kotami nie miały nic wspólnego. Przykro mi, ale sześć okazów jakie z nami żyją dowodzi czegoś zupełnie innego. Your argument is invalid.
Kiedy widzę jak moje dziecko bawi się z naszymi futrami, jak zawzięcie tarmosi je za wszystkie wystające końcówki i z jaką cierpliwością koty to wszystko znoszą, to wcale nie mam zamiaru pozbywać dziecka tej radości. Nie robi im krzywdy, koty też zdają się być zadowolone (skoro świadomie do niej podchodzą i się podkładają). Nic nie zastąpi kontaktu dziecka ze zwierzęciem. A nasze koty doskonale się do tego nadają. Mówcie sobie co chcecie. Mój cyrk, moje małpy. W tym domu wszyscy są zadowoleni. Kropka.
środa, 7 lutego 2018
Renowacje - założenia i plany
Jesteśmy szczęściarzami: oboje posiadamy własne mieszkania. O ile Mr. R. los pogłaskał pod tym względem i dostał mieszkanie od rodziny, tak moje niestety jest na kredyt. Na wiosnę planujemy duży remont i przeprowadzkę, ponieważ mieszkanie R. jest trzypokojowe a moje, obecnie przez nas okupowane, to duża kawalerka.
Dlatego wolne chwile poświęcam na szukanie inspiracji, jak możliwie najmniejszym kosztem zrobić coś z tego co mamy.
Założenia:
- odświeżenie mojego mieszkania pod wynajem
- remont drugiego mieszkania pod nas
Plan - kawalerka:
- kuchnia: w stylu śródziemnomorskim, białe szafki, lazurowy blat stołu , białe krzesła, błękitne ściany. Problem: malowanie mebli, dobór farby, wymiana blatu, brakujące szafki.
- pokój: proste, białe meble, śliwkowe akcenty. Klimat nadal ciepłych krajów. Problem: nie mam ani jednego białego mebla. Jedynie śliwkową kanapę.
- korytarz: ma teraz charakterystyczny, grafitowy kolor a farba jest ozdobna, z delikatną piaskową fakturą. Szarość jest teraz prze-modna ale zastanawiam się, czy idąc w ciepłe klimaty reszty pomieszczeń, nie położyć czegoś jaśniejszego, chociaż ten szary po prostu dobrze się w tym ruchliwym korytarzu sprawdza (jest długi i raczej wąski, ściany budzą się dość mocno i po 10 latach może coś tam ledwo to zamieszanie na tych szarościach widać).
Problem: dylemat kolorystyczny.
- łazienka: przeszła upgrade gdy byłam w 8.mcu ciąży. Osobiście kładłam płytki. Wystarczy wysprzątać i odświeżyć farbę. Problem: none.
Plan/problemy - m3:
- koszmarny tynk ozdobny w przedpokoju i salonie. W sypialni też jest, też go tam nie chcę ale ten przynajmniej nie jest niebezpieczny dla zdrowia i rączek Lu. Żeby były środki, to też bym go usunęła, ale na razie tylko malowanie.
- drzwi wewnętrzne: papierowe, w kolorze venge. Ble. Ani to ładne, ani praktyczne. Wylatują razem z ościeżnicami.
- łazienka: starsza od Mr. R. Cała do remontu.
- wc: wcisnę tam umywalkę, nie ma opcji. Jeśli WC jest osobno to musi mieć też swoją umywalkę. Kropka.
- kuchnia: szafki są jakie są, mimo że stosunkowo nowe, ex Mr. R. musiała... Well... Mieć dość specyficzny gust. Zbyt wiele kolorów, zbyt wiele się dzieje. Tapeta zamiast płytek. Panele na podłodze. Muszę zmienić układ szafek, żeby zmieścić pełnowymiarową lodówkę. Mr. R. chce też nowy zlew, z tych ogromnych przemysłowych. 🎶Cuda cuda, powiadają🎶 A to wszystko w tonacji śliwka - limonka - royal Blue.
- płytki na podłodze w korytarzu - szlag je trafi przy okazji wymiany drzwi, więc sobie podziękujęmy.
- trzeci pokój na razie zostanie jaki jest, będzie moim warsztatem. Mr. R. też ma swój warsztat, jak pół naszego mieszkania, ale poza domem. Niestety jak Lu podrośnie stanie się jej pokojem. Wystawię wtedy maszynę do szycia chyba na balkon 🤔
Pozostaje kwestia umeblowania M3.
- Kuchnia: zostaje co jest, szafki śliwka-limonka mają 4 lata, szkoda kasy na nowe. Błękit z dodatków i ścian wyfruwa. Co się da zastępuję bielą, żeby jakoś ten szalony kontrast ugłaskać.
- salon: gdy zamieszkalismy razem, kupiliśmy zestaw BESTÅ w Ikea. Przeprowadza się z nami. Pod niego będę dobierać stół jadalniany do salonu (w kuchni nie ma miejsca) i w przyszłości kanapę.
- sypialnia niestety jest w kolorze buku, takim natarczywym, nie rudym a zardzewiałym. Nie mój kolor, kompletnie. Włosy mogę mieć (i mam!) rude, nie meble. Marzy mi się coś zupełnie innego, ale hm, jak zawsze: 💲💲💲Dlatego rozważam malowanie.
Pomysły w głowie mam, muszę zasiąść i ubrać to jakoś w obrazy. Tylko kiedy?
czwartek, 25 stycznia 2018
Janusze i Grażyny biznesu
Od kilkunastu lat posiadam konto na znanym serwisie aukcyjnym. Czasami coś sprzedam, jakieś zawalidrogi z szafy, co to leżą, patrzą, wyrzucić szkoda a nosić czy używać jakoś nie po drodze. A to stary telefon, a to jakiś nietrafiony prezent, a to odzienie niedopasowane. Kokosów z tego nie ma, satysfakcji więcej, że coś dostało nowe życie. Za te "zarobione" (kiedyś musiałam na to wydać jakąś gotówkę, więc "zarobione" to za duże słowo) miliony w Konstancinie willi raczej nie postawię. Sprzedaję tak okazyjnie i im dalej w las tym opad kończyn większy. Ludzie kupujący to naprawdę inny gatunek.
Wredna małpa
Staram się rzetelnie podchodzić do tematu, robię dokładne zdjęcia, staram się opisywać bez ściemy, a tu jebs! Dostajesz negatywa jakby zupełnie od innego przedmiotu! To tak jakby ktoś obgadując brunetkę mówił, że kiepsko jej w tym blondzie. Gdybym handlowała brunetkami, raczej zauważyłam, że są blond, c'nie? Jak coś jest umiarkowane, to opiszę, że jest umiarkowane, a nie ze nówka sztuka nieśmigana. Potrafię przyznać się też do błędu, jeśli coś przegapię, potrafię i chcę się dogadać (muszę tylko o tym wiedzieć, zonk). Ale negatyw skierowany w coś, czego mój przedmiot nawet nie posiadał (jak ten blond u brunetki albo rude włosy u łysego), jest daleko poza moją percepcją. Ten negatyw chyba tylko dla idei wystawia. Albo jest z "konkurencji". Któż może to wiedzieć?
Wariat z urojeniami
To najbardziej intrygująca postać. Występuje w kilku wersjach. Miałam przyjemność poznać takiego, co to upierał się, że rozmawialiśmy przez telefon, o innych przedmiotach, których nigdy nie było. Spór z serwisem popierał tymi żech rozmowami (których nadal nie było) oraz tym, że towar odebrał osobiście, spod adresu, pod którym nie mieszkam od wielu lat, a który tkwi w serwisie, bo na niego zakładałam konto. A poszło o? Brak zapłaty. Ja domagałam się zapłaty, on upierał się, że towar odebrał i zapłacił osobiście, cytując nawet fragmenty naszych rzekomych rozmów. Na szczęście najwyraźniej w serwisie widzieli co się święci i stanęło na moje, czyli na niczym. Przedmioty wystawiłam ponownie...
Zwlekacz-czekacz
Czeka i czeka i czeka i czeka i czeka... Z zapłatą. I czeka nadal. Jest spór. On/a czeka i czeka. Idą wiadomości. Tylko w jedną stronę. I czeka i czeka. Odrzuca spór, negując zarzut niepłacenia. I czeka i czeka... Frustracja narasta. Temat pozostaje otwarty. Środków brak, przedmiot czeka na wyjaśnienie sprawy. Mijają lata... A on/a czeka i czeka...
Big fish
Wystawiasz telefon z 2010. Stary, ale sprawny. Wiadomo, taki telefon to relikt, swoje w życiu przeszedł. Służył wiernie kilka lat. Cena: 20 zł, z całym osprzętem. I się zaczyna. A można więcej foteczek? Z prawej, z lewej, na wybiegu, sesja w studio, pret-a-porte. Bez retuszu. A czemu tak drogo?
Nie.
Lokals
A można odebrać osobiście? No gdyby było można, zawarłabym taką informację w aukcji. A ponieważ wielbię dozgonnie internet, inpost i tego typu formę wymiany dóbr za brak interakcji z ludźmi i zacisze mojego miru, którego nie lubię jak ktokolwiek narusza, to NIE.
O kimś zapomniałam?
wtorek, 23 stycznia 2018
A miało być tak pięknie
Zaczęłam i zwyczajowo, utkłam, mówiąc kolokwialnie. Nie mam czasu na nic, doba jest zbyt krótka. Tyle pomysłów a czasu tak niewiele. Robię ile jestem w stanie. Przy dziecku pomaga mi mama. Kocham moją córkę ponad wszystko, ale jestem sobkiem, to nie ułatwia macierzyństwa.
Dzisiaj moja Lu skończyła 6. miesięcy. Pierwszy raz powiedziała "mama". Umarłam ze szczęścia. Nigdy nie sądziłam, że dziecko da mi tyle radości, satysfakcji i obaw jednocześnie. Boję się o jutro, bo nie wiem co spotka moje dziecko. Czy będzie zdrowa? Czy będzie szczęśliwa? Czy nie spotka jej żadna tragedia, krzywda czy rozpacz? Wiem, że oddam jej trzustkę jeśli będzie trzeba, bez mrugnięcia okiem. Nie sądziłam, że można kochać kogoś tak mocno. Mam szczęście, że spotkałam Mr. R. Z nim jest łatwiej, bo wszystko jest takie oczywiste. Nawet nie zastanawiam się na życiem bez Niego i bez Lu. Nie ma tego co było przed nimi. To nie ma już żadnego znaczenia, jest niebytem. Jacyś kolesie? Jakieś banalne troski? Mam teraz dziecko, wszystko inne to marność. Gdy myślę, jakie miałam problemy dwa lata temu to śmiać mi się chce.
Patrzę na to z dystansu i nie, nie jestem madkom polkom, moje życie nie ogranicza się do mojego dziecka tylko dlatego, że wzięłam roczny macierzyński i rozważam wychowawczy (a to ponieważ opcje pozostawienia potomki są ograniczone a im więcej szukam i czytam, tym mniej żłobki/przedszkola mnie przekonują). Siedzę w domu ale nie wyłącznie z dzieckiem. Mr. R. dziwi się, że nie dostaję na głowę z braku kontaktu z innymi ludźmi, ale jak już mówiłam, jestem sobkiem, ja za innymi ludźmi nieszczególnie przepadam.
Tu powinno pojawić się jakieś podsumowanie, pointa dowcipna może. Jednak ponieważ jest już późno, dziecko śpi, ojciec dziecka również (mógłby wreszcie paść na to kolano, łatwiej byłoby go zdefiniować), stado zdaje się że podobnie, ja też siłą rzeczy powinnam. Niestety, jak to z sowami (albo raczej ćmami) bywa, te w nocy są nadaktywne. Żeby nie ograniczenia lokalowe, mogłabym szaleć. A tyle mam do zrobienia... To na razie sobie o tym pomyślę.
My best of Aliexpress: obuwie dla dzieci
Buty dla dzieci, temat rzeka. Ledwo kupisz, już są za małe. Ceny w sklepach powalają niestety, dlatego szukając alternatyw, oczywiście trafi...
-
Mam na strychu wielki wór starych jeansów. Szukam dla nich nowego życia. Co powiecie, na takie pomysły? Źródło: TurnStyleVogue Źródło: Dalla...
-
Żeby nie było, że zniknęłam. Dużo się zmieniło, przede wszystkim to, że zostanę mamą 😍 Planujemy, organizujemy, ale czasem znajdę chwilę na...
