Zaczęłam i zwyczajowo, utkłam, mówiąc kolokwialnie. Nie mam czasu na nic, doba jest zbyt krótka. Tyle pomysłów a czasu tak niewiele. Robię ile jestem w stanie. Przy dziecku pomaga mi mama. Kocham moją córkę ponad wszystko, ale jestem sobkiem, to nie ułatwia macierzyństwa.
Dzisiaj moja Lu skończyła 6. miesięcy. Pierwszy raz powiedziała "mama". Umarłam ze szczęścia. Nigdy nie sądziłam, że dziecko da mi tyle radości, satysfakcji i obaw jednocześnie. Boję się o jutro, bo nie wiem co spotka moje dziecko. Czy będzie zdrowa? Czy będzie szczęśliwa? Czy nie spotka jej żadna tragedia, krzywda czy rozpacz? Wiem, że oddam jej trzustkę jeśli będzie trzeba, bez mrugnięcia okiem. Nie sądziłam, że można kochać kogoś tak mocno. Mam szczęście, że spotkałam Mr. R. Z nim jest łatwiej, bo wszystko jest takie oczywiste. Nawet nie zastanawiam się na życiem bez Niego i bez Lu. Nie ma tego co było przed nimi. To nie ma już żadnego znaczenia, jest niebytem. Jacyś kolesie? Jakieś banalne troski? Mam teraz dziecko, wszystko inne to marność. Gdy myślę, jakie miałam problemy dwa lata temu to śmiać mi się chce.
Patrzę na to z dystansu i nie, nie jestem madkom polkom, moje życie nie ogranicza się do mojego dziecka tylko dlatego, że wzięłam roczny macierzyński i rozważam wychowawczy (a to ponieważ opcje pozostawienia potomki są ograniczone a im więcej szukam i czytam, tym mniej żłobki/przedszkola mnie przekonują). Siedzę w domu ale nie wyłącznie z dzieckiem. Mr. R. dziwi się, że nie dostaję na głowę z braku kontaktu z innymi ludźmi, ale jak już mówiłam, jestem sobkiem, ja za innymi ludźmi nieszczególnie przepadam.
Tu powinno pojawić się jakieś podsumowanie, pointa dowcipna może. Jednak ponieważ jest już późno, dziecko śpi, ojciec dziecka również (mógłby wreszcie paść na to kolano, łatwiej byłoby go zdefiniować), stado zdaje się że podobnie, ja też siłą rzeczy powinnam. Niestety, jak to z sowami (albo raczej ćmami) bywa, te w nocy są nadaktywne. Żeby nie ograniczenia lokalowe, mogłabym szaleć. A tyle mam do zrobienia... To na razie sobie o tym pomyślę.