piątek, 15 grudnia 2017

Wstępniak

Zawsze chciałam pisać. Próbowałam blogować już kilka razy, na razie bez większych efektów. Nie oczekuję, żeby mój blog stał się źródłem dochodu, bo tego typu lajfstajowych tworów nie brakuje. Ręce mi opadają jak czytam sponsorowane peany dotyczące wyparzacza do butelek czy siedziska dla niemowlaka. Gdzie tu pozostawanie w zgodzie ze swoim artystycznym wnętrzem? Czy tak łatwo można sprzedać duszę?

Zawsze też chciałam być kreatywna i z tą twórczością wiązać swoje dochody. Uwielbiam rękodzieło, jednak obecnie powiedzieć, że uprawia się przeróżne prace ręczne kojarzy się... seksualnie.

Niestety jednak pragmatyzm zadecydował za mnie i zawodowo zajmuję się szeroko pojętą administracją. Ale... od czasu, kiedy na świecie pojawiła się moja Córka, maleńki cud, który miał się nigdy nie zdarzyć, moje podejście do pracy i źródła dochodu (a przede wszystkim czasu tej pracy poświęcanego) zaczyna bardzo się zmieniać. Zanim dowiedziałam się, że będę mieć dziecko (co samo w sobie było cudem, ponieważ primo- w związku byłam świeżym; secundo- mając lat 22 usłyszałam, że ja dzieci mieć nie będę bo "skończyły mi się jajeczka" (co w mniej lub bardziej profesjonalny sposób potwierdziły kolejne lata, badania i lekarze)) spędzałam w pracy 10-12 godzin dziennie, łamiąc całe krocie przepisów prawa pracy. Wliczając w to dojazd na drugą stronę zakorkowanego miasta, nie mam pojęcia kiedy znalazłam czas, żeby w ogóle w tę ciążę zajść... Niehigieniczny tryb życia odbił się na moim stanie i szybko poszłam na zwolnienie. Nie dane było mi  cieszyć się pobytem w domu, bo ktokolwiek wymyślił, że ciąża to stan błogosławiony, musiał być mężczyzną. Księdzem pewnie. Z "pierwszymi objawami ciąży" męczyłam się mniej więcej do 5 miesiąca, później wkroczyły objawy ciąży zaawansowanej tak więc z 7 miesięcy, kiedy byłam swojego stanu świadoma, jakieś 6 przespałam lub przeleżałam w łóżku. Miałam czas, żeby myśleć.

I wymysliłam, że zrobię wszystko, żeby nie wrócić do pracy w korporacji, jednak zachowując względny dobrostan i spokój ducha.

Teraz czas wziąć się do roboty, co biorąc pod uwagę okoliczności może być trudne.

piątek, 7 kwietnia 2017

Farbowanie ubrań w pralce

Tak to możliwe. I w dodatku bardzo proste i czyste.

Ważny jest materiał, który chcemy farbować. Im bardziej naturalny, tym lepiej przyjmie się barwnik. Farbowanie działa na bawełnie, wiskozie, lnie i ich mieszankach. Zero efektu daje poliester, czyli bardzo często nici w ubraniach pozostają w oryginalnym kolorze. Dlatego zmianę koloru warto dobrze przemyśleć pod kątem wykończeń na farbowanym ubraniu. 

Jaki barwnik? Ja używam "Lazur" marki Argus. Łatwo dostępny na Allegro. Opakowanie wystarcza na 1kg suchych ubrań, co w porównaniu z innymi produktami daje większą wydajność, ponieważ zazwyczaj jest to 500g. 
Żródło: bafpol.pl

Niestety karta kolorów jest dużo skromniejsza niż innych barwników, jednak nie mam zwyczajnie odwagi ryzykować farbowania w pralce barwnikiem, który nie posiada takiej opcji w opisie. 

Jak wygląda proces barwienia? Postępując zgodnie z instrukcją można podejrzewam uzyskać wystarczające efekty, jednak ja poszłam o krok dalej. 


Przygotowanie: jak zaleca producent, moczę tkaniny do farbowania w ciepłej wodzie z solą. Nie żałuję soli, nie jest droga, a jakiś efekt musi z tego wynikać, ponieważ raz o tym zapomniałam i farbowanie wyszło słabe. Dodatkowo dokładnie wszystko rozkładam, żeby tkaniny/ubrania nie trafiły do pralki poskładane, roztrzepuję je w powietrzu. Jeśli materiał się poskleja, wówczas trafi do pralki zbyt "szczelny" i barwniki nie przesiąkną przez warstwy tkaniny zbyt dokładnie. Pozostaną ślady i zagniecenia. 
Zawartość torebki/torebek (bez względu na ilość planowanych kilogramów) rozpuszczam z solą w litrowym, zakręcanym słoiku i dobrze wytrząsam do rozpuszczenia. W tym momencie warto założyć rękawiczki, czasami trochę barwnika wypływa spod pokrywki, można się ubrudzić a skóra bardzo dobrze łapie kolor 😉 

Farbowanie: z grubsza wykręcam ubrania i wkładam je do pralki. Ponieważ najczęściej są to rzeczy, które "albo się zafarbują albo je wywalę" to ustawiam program "ręczniki" czyli gotowanie w 90st przez prawie 2 godziny. Wyłączam wirowanie! Od razu wlewam do bębna barwnik, nadal w rękawiczkach 😉 czasami jeśli zostanie jakiś osad w słoiku to dolewam troszkę wody i wlewam to również do pralki. 
Teraz następuje moment moich modyfikacji. Do szczeliny na płyn do płukania wlewam zwykły ocet, "do oporu". Wyczytałam gdzieś, że ocet wzmacnia efekt farbowania. Tak, materiały będą śmierdzieć ale i na to znalazłam sposób. 

Gdy już pralka zrobi swoje, ustawiam program płukania (u mnie 30 minut) i wlewam już zwyczajny płyn do płukania tkanin, do podajnika jak zwykle (używałam Edenu z Biedronki i Lenora i oba ładnie neutralizują zapach octu). Tylko płyn do płukania, bez prania, bez proszku ale za to z wirowaniem. 

Na tym etapie woda wewnątrz pralki jest już czysta, nie ma śladu po farbowaniu. Uszczelki pozostają czyste a ufarbowane tkaniny pachną jak po normalnym praniu. 

Aż żałuję, że nie mam zdjęć ubrań "przed i po" ponieważ w kilku przypadkach efekty były spektakularne. 

I jeszcze jedna uwaga. 
Kolor wychodzi zawsze troszkę jaśniejszy niż wynika to z próbnika. To zależy przede wszystkim od składu tkaniny. Dlatego jeśli masz wątpliwości, czy ta ciemno-niebieska bluzka będzie błękitna, to niestety, ale nie będzie. Jeśli masz ubranie w kolorze jaśniejszym niż barwnik powinno być ok. Jednak jeśli Twój kolor jest zbliżony do koloru barwnika, wówczas ewentualnie poprawisz istniejący kolor. No chyba że planujesz barwienie na czarno 😉

Jestem jestem :)

Żeby nie było, że zniknęłam.
Dużo się zmieniło, przede wszystkim to, że zostanę mamą 😍 Planujemy, organizujemy, ale czasem znajdę chwilę na robótki. Cały karton gotowych prac czeka aż poświęcę im czas i ujrzą światło dzienne.
Dawno nic nie szyłam, głownie dlatego, że szydełkowanie jest bardziej "czyste": włóczka w koszyku, którą zawsze można zamknąć w szafie to nie to co karton skrawków do patchworku czy wycinanki do naszywanych poduszek. Ale ręce swędzą, chociaż podejrzewam że nieprędko znów będę miała zbytek wolnego czasu 👶 Może wtedy spróbuję uszyć coś dla Maleństwa, kto wie 😊

My best of Aliexpress: obuwie dla dzieci

Buty dla dzieci, temat rzeka. Ledwo kupisz, już są za małe. Ceny w sklepach powalają niestety, dlatego szukając alternatyw, oczywiście trafi...