poniedziałek, 4 czerwca 2018

O potomce

Nasze dziecko, strzał na loterii, nie dość, że z tego pieca chleba nie miało być, to jeszcze córka nasza to skarb, zawsze uśmiechnięta, przesypia całe noce, nie marudzi jak ząbkuje (a ma już osiem kiełków), nigdy nie była chora (raz miała katar) i wygląda jak dziecko ze słoiczka Gerbera.
Mały ciastek, zmienił moje życie o pierdylion stopni, 540 nawet, odwróciła go do góry nogami, wywróciła na drugą stronę i jeszcze dwa razy wokół własnej osi. Dam sobie wyciąć obie nerki, żeby była bezpieczna i zdrowa.
Czasami jest mi ciężko, nie jestem proludzka, a ona wymaga poświęceń. Daję z siebie wszystko, ale są dni, że gdy ona ryczy (nie jest ich wiele, ale najczęściej wtedy nadrabia) to ryczy, jakbym jej krzywdę robiła samym spojrzeniem. I siedzę z nią czasami na rękach, czasami obok, zależy czego ode mnie oczekuje i mam czarne myśli, że po co mi to było. I ryczy tak trzy godziny, aż padnie zmęczona. A gdy już się obudzi, zaczyna bełkotać i wyciągać rączki, śmiać się i mi specjalnie uciekać, to ja zaczynam ryczeć, bo jestem głupia, że miałam czarne myśli, a to takie kochane stworzonko.


Pieprzony instynkt macierzyński.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

My best of Aliexpress: obuwie dla dzieci

Buty dla dzieci, temat rzeka. Ledwo kupisz, już są za małe. Ceny w sklepach powalają niestety, dlatego szukając alternatyw, oczywiście trafi...