Mały ciastek, zmienił moje życie o pierdylion stopni, 540 nawet, odwróciła go do góry nogami, wywróciła na drugą stronę i jeszcze dwa razy wokół własnej osi. Dam sobie wyciąć obie nerki, żeby była bezpieczna i zdrowa.
Czasami jest mi ciężko, nie jestem proludzka, a ona wymaga poświęceń. Daję z siebie wszystko, ale są dni, że gdy ona ryczy (nie jest ich wiele, ale najczęściej wtedy nadrabia) to ryczy, jakbym jej krzywdę robiła samym spojrzeniem. I siedzę z nią czasami na rękach, czasami obok, zależy czego ode mnie oczekuje i mam czarne myśli, że po co mi to było. I ryczy tak trzy godziny, aż padnie zmęczona. A gdy już się obudzi, zaczyna bełkotać i wyciągać rączki, śmiać się i mi specjalnie uciekać, to ja zaczynam ryczeć, bo jestem głupia, że miałam czarne myśli, a to takie kochane stworzonko.
Pieprzony instynkt macierzyński.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz