Bywam kreatywna. Produktywna nawet. Czasami. Mimo przeszkód, które ostatnio trochę mnie przytłaczają. Od jakiegoś czasu próbowałam skończyć ogromny koc, na który Lu bardzo zacierała łapki. Poszłyśmy na kompromis i Lu dostała inny, bardziej praktyczny (mniejszy i grubszy) oraz bardziej pasujący do wystroju, dywan.
Malowniczo, prawda?
Malowniczo, prawda?
A poza tym, marzę, żeby nie musieć wracać do pracy. Myśl codziennego wstawania przytłacza mnie. Atmosfera tam panująca wyniszcza mnie emocjonalnie. A to nie jest czas na zmianę pracy. Nie na taką, o której marzę. Mr R mnie nie rozumie, on potrzebuje ludzi do normalnego funkcjonowania. Ja zupełnie nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz